Tu byłem. Tony Halik Mirosława Wlekłego: jedyną przeszkodą w realizacji marzeń jesteśmy my sami

Tu byłem. Tony Halik
Fot. Łukasz Stańczyk

Tu byłem. Tony Halik Mirosława Wlekłego to biografia, którą czyta się jak najlepsze książki przygodowe. Ciężko się od niej oderwać, tak jak ciężko uwierzyć, że opisane w niej historie wydarzyły się naprawdę. Książka ma nie tylko wspaniałą treść, ale również świetną dokumentację. Autor wykonał kawał dobrej roboty i to się po prostu czuje w trakcie lektury.

Tony Halik to legendarna postać. Polak, który w czasie II wojny światowej służył w RAF-ie, został zestrzelony nad Francją, zakochał się w bogatej pannie z dobrego domu, wziął z nią ślub i wyemigrował do Argentyny. Tam najpierw pracował jako pilot, szybko dorobił się własnego domu. Później został dziennikarzem. A potem z żoną wyruszył w czteroletnią podróż dżipem z Argentyny na Alaskę, w czasie której przemierzyli 182 tysiące kilometrów. W trakcie wyprawy przyszedł na świat ich syn Ozana, ale nie był to dla nich powód, by przerwać wyprawę. Kontynuowali podróż, mieszkali z Indianami, którzy nigdy wcześniej nie widzieli białego człowieka, Ozana dorastał chowany „jak dziki”. A potem Halik został zatrudniony w amerykańskiej telewizji NBC i jako jej korespondent zwiedził cały świat. Wyprowadził się do Meksyku, zakochał się w Elżbiecie Dzikowskiej, zostawił żonę, wrócił do Polski i zaczął nagrywać kultowy program „Pieprz i wanilia”, który uczynił go sławnym w całej Polsce.

Tak mogłaby w skrócie brzmieć jego biografia. Ale nie brzmi, bo Mirosław Wlekły udowadnia, że wiele z jej elementów jest… fikcją. Legendą, którą otoczył się autor, by uczynić swój życiorys jeszcze bardziej interesującym (tak jakby musiał to robić!). Demaskowanie kolejnych informacji z życiorysu bohatera staje się pewnego rodzaju grą, w którą autor wciąga czytelnika. Czy Tony Halik był tak wyjątkowy jak wszyscy myślimy?

Tu byłem. Tony Halik

Fot. Łukasz Stańczyk

Z pewnością była to postać nietuzinkowa. Dziś byśmy stwierdzili, że miał ADHD. Nie potrafił usiedzieć w miejscu, ciągle chciał podróżować, był niestrudzony w swoich planach poznawania świata. Uwielbiał niebezpieczne przygody – i uwielbiał o nich opowiadać. Roztaczał wokół siebie aurę nieustraszonego podróżnika, zawsze musiał być w centrum uwagi. W towarzystwie najchętniej opowiadał o swoich wyprawach, mieszając przy tym nie tylko języki, w których mówił, ale również fakty, o jakich opowiadał. Jego słuchacze doskonale sobie zdawali sprawę z tego, że bajdurzy, że koloryzuje niektóre historie albo je przeinacza na swoją korzyść, a mimo wszystko uwielbiali go słuchać. Bo miał dar opowiadania i u wszystkich ludzi budził sympatię.

Tu byłem. Tony Halik to porywająca biografia nie tylko ze względu na wyjątkowość bohatera. Mirosław Wlekły wykonał kawał porządnej roboty. Przez kilka lat podróżował śladami Halika. Odwiedził Wielką Brytanię, Francję, Argentynę, Meksyk, Stany Zjednoczone. Kroczył śladami legendarnego dziennikarza, spotykał się z jego najbliższymi osobami – Elżbietą Dzikowską, synem Ozaną, Ryszardem Badowskim, z którym Halik i Dzikowska przez wiele lat nagrywali programy dla Telewizji Polskiej. Przekopał masę źródeł, zwiedził archiwa. I wreszcie dotarł do prawdy.

I wiecie co? Wlekły odczarował tę postać, udowodnił, że Halik ma w swoim życiorysie wiele faktów, których się wstydził. A mimo wszystko bohater nic na tym nie stracił. Więcej, stał się bardziej ludzki, bliższy czytelnikowi. Bo jego życie nie była łatwe, wydarzyło się w nim dużo złych rzeczy, które złamałyby niejednego człowieka. To niesamowite, że Halik zachował radość życia, że tak zachłannie sięgał po wszystko, czego zapragnie. Nie było dla niego rzeczy niemożliwych, nie było miejsc, w które nie mógł dotrzeć. Kręcił z helikoptera wybuchający wulkan, nagrywał wypadek lotniczy, w którym brał udział! Przechodził nawet badania, by polecieć w kosmos. Nie dziwię się Wlekłemu, że poświęcił kilka lat na podróżowanie śladami Tony’ego Halika. To musiała być niezwykła podróż.

Tu byłem. Tony Halik

Fot. Łukasz Stańczyk

Na uwagę zasługuje również forma Tu byłem. Tony Halik. Na początku książki Wlekły układa przed nami z puzzli portret nieustraszonego podróżnika po to, by później systematycznie zabierać kawałki układanki. Dokonuje dekompozycji, dzięki czemu buduje napięcie i przywiązuje do książki czytelnika. Chce on czym prędzej rozwiązać zagadkę Tony’ego Halika. Kim on był w rzeczywistości?

Tego musicie dowiedzieć się z książki. Dodam jeszcze na koniec, że jest wspaniale wydana (podobnie jak Kukuczka czy Spod zamarzniętych powiek Adama Bieleckiego), bogato ilustrowana, wypełniona zdjęciami, kopiami listów autora. Fantastyczna rzecz dla wszystkich miłośników przygód!

Po lekturze pozostaje tylko żal, że sami wiedziemy tak ustabilizowane, monotonne życie 😉

Mirosław Wlekły, Tu byłem. Tony Halik
Wydawnictwo Agora, 2017

Czytaj także: