Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia Witolda Szabłowskiego. Czytajcie i płaczcie. A później czytajcie dalej

Witold Szabłowski, Spawiedliwi zdrajcy
Fot. Łukasz Stańczyk

Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia Witolda Szabłowskiego to jedna z tych książek, na które się czeka latami. Znakomita. Doskonale udokumentowana, dopracowana w każdym szczególe. I napisana tak, że oderwać się od niej nie sposób – mimo że opowiada o wydarzeniach tak skrajnie trudnych, że w trakcie lektury nieraz lecą łzy i boli serce. Nie boję się nazwać jej książką roku.

Są takie książki, które muszę w sobie przepracować. Przemyśleć, przeanalizować, nabrać do nich dystansu. Nie ma ich wiele. Gdy po pierwszych stronach dostaję dreszczy i stan ten nie mija do końca lektury, wiem już, że mam do czynienia właśnie z taką pozycją. W tym przypadku – z książką roku.

Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia Witolda Szabłowskiego to reportaż, który wzbudził we mnie tak silne emocje, że wracał w snach. Widziałam spalone wioski, banderowców z widłami i siekierami, uciekających w popłochu ludzi. Nie zdarza mi się to często. Gdy książka ma taką moc, mam do czynienia z wielkim tytułem, który zapada we mnie na lata. Tak było choćby z Jakbyś kamień jadła Wojciecha Tochmana czy z Wszystkimi wojnami Lary Wojciecha Jagielskiego. I tak też będzie z reportażem o rzezi wołyńskiej Witolda Szabłowskiego.

Witold Szabłowski, Spawiedliwi zdrajcy

Fot. Łukasz Stańczyk

Od kuli lepiej czy od siekiery?

Autor pracował nad tą książką kilka lat. Jeździł po wołyńskich wioskach, szukając śladów z przeszłości i próbując przywrócić pamięć ludziom, którzy ryzykowali własne życie, by pomóc innym. Bo Witold Szabłowski opowiada o rzezi wołyńskiej inaczej niż moglibyśmy się tego spodziewać. Oczywiście, drobiazgowo relacjonuje ataki banderowców na polskie wsie, przypominając o ich okrucieństwie. Pisze o tym, do czego może prowadzić nacjonalizm i z jaką skrupulatnością bandyci z UPA w 1943 roku realizowali wizję stworzenia wolnej i czystej od innych nacji Ukrainy. Mówi o tym, jak sąsiedzi mordowali sąsiadów widłami i siekierami, a mężowie nie oszczędzali własnych żon, by pokazać, że od raz podjętej decyzji nie ma wyjątków. Polacy mieli zniknąć z Ukrainy. Na zawsze. Podobnie jak Czesi, Niemcy, Żydzi. Rozpoczyna się więc systematyczna eksterminacja. Kolejne strony Sprawiedliwych zdrajców płoną jak niszczone wioski, a ludzi mordowanych w bestialski sposób można liczyć w tysiącach.

Ale to nie jest pierwszy plan opowieści Witolda Szabłowskiego. Bo reporter chce odczarować wizję tych wydarzeń i pokazać, że wśród tych złych Ukraińców byli również ci dobrzy, którzy ryzykowali wszystko, by pomóc swoim sąsiadom. I o których w Polsce się nie mówi. Ukrywali Polaków na strychach, w stodołach, schowkach, dostarczali żywność i wodę, zdając sobie sprawę, że gdy banderowcy się o tym dowiedzą, zginą nie tylko oni, ale także ich bliscy. Jaką trzeba mieć w sobie siłę, by podjąć taką decyzję? Jaką odwagą się cechować? „Trzeba było, to się ratowało” – kwituje pytania Szabłowskiego pani Ola, dziwiąc się, że pyta o tak oczywiste rzeczy.

Ja myślałam, że ty jakiś wielkich bohaterów szukasz. A myśmy z mamą i ciotką tylko nosiły jedzenie do lasu. To nie było nic wielkiego: rano się kaszy nagotowało albo ziemniaków, brało się garnek i niosło.

Ludzi, którzy myśleli tak jak ona, było na Wołyniu wielu. Niektórzy szli nawet krok dalej – uprzedzali Polaków o planowanych atakach banderowców, dzięki czemu ci zyskiwali szansę ucieczki, zorganizowania samoobrony albo uprzedzenia ataku. Uratowali w ten sposób tysiące osób. Szabłowski szuka potomków ukraińskich bohaterów, próbując się dowiedzieć, co nimi kierowało. I znajduje różnych ludzi: tych, którzy szanują ich odwagę i tych, którzy widzą w nich zdrajców. Pisze szczerze zarówno o jednych, jak i o drugich, co jest wielką zaletą tej książki.

Witold Szabłowski, Spawiedliwi zdrajcy

Fot. Łukasz Stańczyk

Szabłowski nie boi się mocnych tez

Witoldowi Szabłowskiemu w Sprawiedliwych zdrajcach ciężko zarzucić stronniczość. Autor nie boi się wyrażać emocji i gdy jakaś sprawa szczególnie go porusza, daje temu wyraz w książce. I robi to wyraźnie. Ale nie opowiada się po żadnej ze stron i nie unika niewygodnych tematów. Pisze więc o Polakach mordowanych przez UPA, ale też o akcjach odwetowych i o tym, jak niektórzy Polacy traktowali Ukraińców przed wojną (z góry, uważając się za lepszych). Jego bohaterowie wysnuwają odważne teorie, że być może częściowo Polacy sami sobie zapracowali na taki los. I że pracowali na niego latami.

A opowieść snuje w wysublimowany sposób

Szabłowski pisze również o tym, jak wyglądały na Wołyniu relacje Polaków i Ukraińców z Czechami. Wątek czeski jest bardzo interesujący, a zwłaszcza sposób, w jaki został wprowadzony. Autor opowiada o Czechach za pomocą zapisów z pamiętnika czeskiego pastora Jana Jelinka. To zabieg, który nasuwa jednoznaczne skojarzenie z „Lalką” Bolesława Prusa i pamiętnikiem starego subiekta. Szabłowski wprowadza więc element fikcji literackiej – opowieść czeskiego narratora tworzy na podstawie jego wspomnień i różnych źródeł.

Styl tej książki zasługuje na osobne omówienie. Witold Szabłowski z wielką rozwagą pociąga za sznurki, tak prowadząc opowieść, by nieustająco trzymać czytelnika w napięciu. Przeplata kolejne wątki i zaskakuje puentami, rozpoczyna różne historie, by wrócić do nich po kilkudziesięciu stronach. Miesza je, zmuszając odbiorcę do układania ich jak puzzli. Ostatecznie wszystko łączy się w całość. Dzięki takiemu zabiegowi siła przekazu jest jeszcze większa, a od lektury nie sposób się oderwać.

Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia to wielka książka. Wybitny specjalista od rzezi wołyńskiej, historyk ISP PAN,  dr hab. Grzegorz Motyka, napisał, że Szabłowski opowiada o wydarzeniach z 1943 roku tak, jak zwykle opowiada się o zbrodniach w byłej Jugosławii czy Rwandzie. Nie da się z tym stwierdzeniem nie zgodzić.

Na szczęście wydźwięk reportażu niesie nadzieję.

Co było, to było, tego nie zmienimy. Ale wy tu przemarzniecie. Chodźcie na herbatę

Czytajcie ten reportaż i polecajcie go znajomym. Zasługuje na to.

Witold Szabłowski, Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia
Wydawnictwo Znak, 2016

  • Kamila Dominika

    Właśnie dzisiaj do mnie dotarła, po pobieżnym przejrzeniu i lekturze paru rozdziałów już czuję moc tej książki, wiem że zostanie że mną na długo.