Spod zamarzniętych powiek Adama Bieleckiego: góry obnażają. Zdzierają z ludzi maski

Adam Bielecki, Spod zamarzniętych powiek
Fot. Łukasz Stańczyk

Spod zamarzniętych powiek Adama Bieleckiego i Dominika Szczepańskiego to książka, na którą czekałam od dawna. Szczera, uczciwa, pełna pasji i energii opowieść o chłopcu, który postanowił, że zostanie himalaistą. Dziś jest jednym z najgorętszych górskich nazwisk. Wspina się w górach całego świata, zdobywa ośmiotysięczniki, robi nowe przejścia, wprowadza grupy komercyjne na szczyty w odległych krajach. Testuje odzież wysokogórską, marzy o zrobieniu nowej drogi w stylu alpejskim na jeden z najwyższych wierzchołków. Książka Adama Bieleckiego jest tak fascynująca jak jej autor.

Spod zamarzniętych powiek Adama Bieleckiego i Dominika Szczepańskiego to doskonała książka, zbudowana dokładnie tak, jak powinna być zbudowana książka o górach. Szczegółowo opisane wyprawy pozwalają nam śledzić rozwój jednego z najlepszych polskich i światowych wspinaczy. Zdjęcia pokazują choć namiastkę tego, z czym muszą mierzyć się himalaiści na wyprawach. A kody QR (znakomity pomysł!) umożliwiają odtworzenie filmów, jakie w czasie kolejnych ekspedycji kręcił autor. Świetnie wydana, pełna energii i radości książka, pokazująca, że pasja jest solą życia. I że świat stoi przed nami otworem – możemy wszystko, jeśli tylko wytrwale będziemy dążyć do celu. Wydawnictwo Agora rekompensuje tą książką nieudaną moim zdaniem Misję helikopter Simone Moro. Kolejna, znakomita (po Kukuczce) rzecz, z którą trzeba się zapoznać!

Czytaj także: 10 najlepszych polskich książek o górach

Adam Bielecki to młody polski wspinacz, którego większość ludzi kojarzy z nieszczęśliwej wyprawy na Broad Peak, z której nie powrócili Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski. Ale Bielecki nie wspina się od 2013 roku, tylko od 20 lat. Już jako dziecko postanowił, że zostanie himalaistą. Chłonął książki przygodowe, zdobywał wiedzę teoretyczną. Później wspinał się na skałkach i w Tatrach. Miał 15 lat, gdy na Zamarłej Turni zaczepił go Marek Chmielarski i zapytał, co on właściwie robi. Był pod wrażeniem zapału chłopaka i powiedział, że jeśli nie zabije się w ciągu 3 lat, to będzie z niego wspaniały wspinacz. Bielecki nie był wtedy zbyt rozważny: wspinał się zachłannie, nie zważając na warunki atmosferyczne (później, gdy wyjechał za granicę, potrafił wspinać się w głębokim śniegu i przy schodzących obok lawinach). W liceum w piątki po szkole jeździł w góry, wracał w poniedziałek rano prosto na lekcje. Rodzice dawali mu dużą dozę swobody, wierząc w jego zdrowy rozsądek.

Adam Bielecki, Spod zamarzniętych powiek

Fot. Łukasz Stańczyk

Relacje rodzinne w domu Bieleckich zasługują na osobne omówienie. W książce został naszkicowany piękny rodzinny portret, w którym każdy z jej członków cieszy się szacunkiem i zaufaniem pozostałych. Państwo Bieleccy z ogromną mądrością wychowywali dzieci, pozwalając im realizować najbardziej szalone, niemożliwe pragnienia. Nie ograniczali ich horyzontów, nie wybijali z głowy zwariowanych pomysłów. Podchodzili do nich otwarcie, wykazując się zrozumieniem i tolerancją. Kibicowali dzieciom w realizacji ich planów i pomagali spełniać marzenia. Mądry, ciepły, inspirujący obraz relacji rodzinnych.

Czytaj także: 14 książek o polskich himalaistach

Adam Bielecki długo czekał na swoją szansę. Chciał wspinać się w wysokich górach, ale nikt nie chciał go w te góry brać. Środowisko miało mu za złe, że wprowadza na szczyty klientów komercyjnych, mimo że nie ma do tego uprawnień. Bohater odpowiada na te zarzuty szczerze, pytając, czy istnieją papiery i certyfikaty, które pozwalają wyeliminować w górach zagrożenie. Odpowiedź jest prosta: nie istnieją. Pisze również, że wyprawy komercyjne pozwalały mu się wspinać i zarabiać pieniądze, a on wykorzystywał każdą okazję, by pojechać w góry. A jeśli tych pieniędzy nie miał, to wyjeżdżał do Anglii, gdzie pracował w barach jako kelner do czasu, dopóki nie uzbierał na kolejną wyprawę. W międzyczasie skończył również studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, został magistrem psychologii.

Cień wielkiej góry

Po jedenastu latach czekania (w czasie których doskonalił technikę wspinania, robił kolejne przejścia i zdobywał nowe ściany w Tatrach, Alpach, Andach) otrzymał swoją szansę. Zaufał mu Artur Hajzer, twórca projektu Polski Himalaizm Zimowy. Himalaje i Karakorum stanęły przed nim otworem. Bielecki sam stwierdza, że dobrze się stało, że musiał czekać tyle lat. Gdyby trafił w najwyższe góry świata w wieku dwudziestu lat, zapewne już dawno by go nie było.

Adam Bielecki, Spod zamarzniętych powiek

Fot. Łukasz Stańczyk

Po wyprawach na Makalu, Gaszerbrum I oraz K2 przyszedł czas na Broad Peak. Po tej wyprawie Bielecki długo nie mógł się pozbierać. Zarzucano mu, że po zdobyciu szczytu zszedł do obozu, pozostawiając wysoko w górach swoich kolegów. Ludzie ze środowiska i ludzie niemający nic wspólnego z górami mieli do niego pretensje, że nie udzielił pomocy członkom wyprawy. Najłatwiej jest oceniać, siedząc w ciepłym domu, na wygodnej kanapie. Tylko że nas tam nie było. Musi być piekielnie trudno siedzieć wyczerpanym w namiocie i rozmawiać z kolegą, który już nie wróci z gór. Wiedzieć, że on wkrótce umrze. I nie móc zrobić nic. Bielecki próbował, wyszedł do góry, ale nie miał siły. Kręcił się w kółko aż zrozumiał, że to bezcelowe, że sam zginie. Jego relacja z Broad Peaku jest dramatyczna. Zresztą, nie wybiela się, pisze, że razem z pozostałymi członkami wyprawy (m.in. Krzysztofem Wielickim i Arturem Małkiem) czekali na raport komisji, która miała przeanalizować, co zaniedbali, co zrobili źle, że wyprawa skończyła się tak, a nie inaczej. Życia zmarłym kolegom on jednak nie przywrócił.

Lepszym wspinaczem nie jest ten, który robi trudniejsze drogi, ale ten, który czerpie z tego większą przyjemność

Ta książka jest tak dobra, ponieważ Bielecki jest świetnym opowiadaczem. Zajmująco opowiada o głodzieWokółfaktu poleca zdobywania kolejnych ścian i szczytów. Wspinaczka pozwala mu odciąć się od wszelkich bodźców, szumu świata. Jest tylko on i góra. Jego ręce, nogi i ściana, po której się wspina.

Trzeba tu podkreślić rolę Dominika Szczepańskiego, który ma dar do przenoszenia tych opowieści na papier. Szczepański pisze wartko, soczyście, nie boi się mocnych słów. W efekcie dostajemy wciągającą, pięknie wydaną książkę, od której nie da się oderwać. Polecam!

Adam Bielecki, Dominik Szczepański, Spod zamarzniętych powiek
Wydawnictwo Agora, 2017

Czytaj także:

 

  • Już wspomniałem o tym pod innym wpisem, ale się chętnie powtórzę – nie przepadam za biografiami, ale te górskie mnie zawsze mocno kuszą. Dodatkowo tu działa fakt, że Bielecki jest równo równiutko o rok starszy ode mnie.