Przetrwałam. Doświadczenia kobiet więzionych w czasach nazizmu i stalinizmu. Opowieść o krainie męki, której nie potrafisz sobie wyobrazić

Przetrwałam
Fot. Łukasz Stańczyk

Przetrwałam. Doświadczenia kobiet więzionych w czasach nazizmu i stalinizmu to książka, którą trzeba przeczytać od wstępu po posłowie. Ale najpierw pozwolić sobie na emocje. I przygotować się, że gdy już damy sobie wewnętrzne przyzwolenie na to, by coś przeżyć, to niewiele z nas zostanie. Nasza dusza na chwilę zachoruje, tak jak chorowały bohaterki tej pięknej, wstrząsającej książki.

Trudno jest oceniać takie tytuły. To książki, których lekturę zwykle odchorowuję. Opisane historie pozostają we mnie na długo, przypominają mi się w najmniej oczekiwanych momentach, czasem śnią. Wżerają się we mnie i nie chcą się wydostać, każąc doceniać szczęście, jakie mnie spotkało. Bo urodziłam się w wolnym świecie, o którym one nawet nie marzyły.

Przetrwałam. Doświadczenia kobiet więzionych w czasach nazizmu i stalinizmu to piętnaście opowieści kobiet przetrzymywanych w więzieniach, zesłanych do nazistowskich obozów i w głąb ZSRR. To piętnaście pokiereszowanych, pociętych życiorysów kobiet pochodzących z różnych światów i środowisk. Są wśród nich panie z bogatych domów, które przed wojną zaczytywały się poezją, a buciki zapinały im służące. W ich domach praca była rzeczą, której nie wypada robić kobiecie. Możemy sobie tylko wyobrazić, jaki przeżyły wstrząs, gdy znalazły się w obozach. Są też panie wychowywane w wielodzietnych, biednych rodzinach, które nie odebrały starannego wykształcenia. Jest jednak coś, co je łączy. Patriotyzm. Bóg, honor i ojczyzna to nie były dla nich puste słowa. Niezależnie od tego, czy dorastały w pięknych majątkach czy niewielkich mieszkankach, na Kresach czy w Warszawie, wszystkie wyniosły z domu umiłowanie do ojczyzny. Wszystkie były odważne, harde, uczciwe i wierne swoim ideałom.

Fot. Łukasz Stańczyk

„Pozostawić opowieść o swoim życiu może warto, bo przypadło ono w moim pokoleniu na przełom w naszej cywilizacji”

Doświadczenia bohaterek to doświadczenia graniczne. Przez działalność konspiracyjną, czasem przez okrutny los lub zwykły przypadek, zostały wyrwane z rodzinnych domów. Były poniżane, bite, głodzone. Przetrzymywane w nieludzkich warunkach w więzieniach i obozach, zsyłane na roboty do Rzeszy lub do łagrów na daleką Syberię albo do Kazachstanu. Brudne. Upokarzane. Chore. Poddawane eksperymentalnym operacjom. Delegowane do najcięższych prac. Traktowane tak, jakby ich życie nie stanowiło żadnej wartości.

A mimo wszystko się nie poddały. Nie wydały kolegów z AK, niczego nie zeznały, nie dały się złamać, choć stosowano wobec nich najcięższe tortury fizyczne i psychiczne. Zawsze, gdy czytam takie relacje, moje oczy szeroko się otwierają. Jestem pełna podziwu i szacunku dla tych kobiet. Dla ich silnej woli, dla moralności, która nie upadła, choć w takich warunkach byłoby całkowicie naturalne, gdyby zdarzyło się inaczej.

Ale nie straciły godności. Dbały o wygląd na tyle, na ile pozwalały im warunki. Kręciły loki na bibułki, malowały usta kawałkami ołówków. Starały się, aby ich pasiaki nie wyglądały jak łachmany. Próbowały w ten sposób pokazać, że nie utraciły człowieczeństwa, że wciąż są ludźmi. I kobietami. Recytowały poezję, uczyły się języków, słuchały wykładów innych więźniarek o sztuce, astronomii. Pomagały sobie nawzajem, zdając sobie sprawę, że życie każdej z nich jest w rękach drugiej. Bo bez solidarności nie byłyby w stanie przeżyć.

Przetrwałam

Fot. Łukasz Stańczyk

Udało się. Po powrocie do domu bliscy ich nie poznawali. Bo wracały jak cienie, wychudzone, schorowane, zamknięte w sobie. Niektóre domagały się tłustego mięsa i wódki, co wywoływało przerażenie u ich matek; inne rzucały się w wir życia, próbując nadrobić stracone lata. Przeżycia obozowe wracały do nich w nocy, powodowały nocne koszmary i bezsenność; albo nie wracały w ogóle. Część bohaterek założyła rodziny, skupiła się na wychowaniu dzieci i na prostym, uczciwym życiu. Inne nie były w stanie wyrzucić z pamięci obrazów, które widziały w więzieniach i na zesłaniu. Gdy patrzyły na swoje dzieci, przed oczami stawały im te, które umierały w obozach. Nie potrafiły wykrzesać z siebie ciepła, nie potrafiły przytulać ani się uśmiechać. Ciężko mi o tym myśleć.

By mówić o tamtej ziemi, należy ściszyć głos i obnażyć głowę. Czy rozumiesz, że dotykasz myślą krainy męki, której nie potrafisz sobie wyobrazić? Przez nią przeszli ludzie, twoi bracia, zmuszeni do pracy w nieludzkich warunkach, do oddania do ostatka swoich sił, do wegetowania poza granicami społeczeństwa. Gdzie padłych w ciągu dnia na trasie przysypywano ziemią, a następnego ranka niektóre wzgórki jeszcze się ruszały. Gdzie, nie mogąc wytrzymać koszmarnego życia, zarażano się dobrowolnie gruźlicą, połykając plwociny chorego, odmrażano sobie nogi. Gdzie po próbie ucieczki odbijane były płuca, nerki, żołądek (…) Gdzie bezsilność wobec wszystkiego, co czyniono z człowiekiem, była tak ciężka jak żelazne kajdany (…). O takim miejscu mówi się innym tonem głosu.

Przetrwałam. Doświadczenia kobiet więzionych w czasach nazizmu i stalinizmu to pięknie wydana książka, zawierająca niepublikowane wcześniej fotografie więźniarek obozów koncentracyjnych i łagrów. Dołączona jest do niej płyta z nagraniami audio i wideo. Sięgnijmy po tę książkę, bo to książka-ostrzeżenie. Czytajmy ją, by docenić naszą wolność. By ją szanować. By dziękować za to, że zasypiamy w ciepłych łóżkach w pachnącej pościeli, a na naszych stołach codziennie goszczą ciepłe posiłki. To, że mamy wybór. Że sami decydujemy o swoim życiu. I módlmy się, by te trudne doświadczenia już nigdy nie stały się udziałem żadnej z kobiet.

Cytaty ze stron 142 i 292.

Przetrwałam. Doświadczenia kobiet więzionych w czasach nazizmu i stalinizmu

Wybór i opracowanie: Maria Buko, Katarzyna Madoń-Mitzner, Magda Szymańska

Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią i Ośrodka Karta

Dom Spotkań z Historią, 2017

Czytaj także:

  • To wielka niesprawiedliwość, że tragedia takich osób nie kończy się wcale na wyjściu z niewoli. Trauma, PTSD, koszmary. Ślad pozostaje na całe życie. Zresztą to właśnie życie samo w sobie jest tą nagrodą nadrzędną. Tylko tyle i aż tyle.