Księżyc Martina Caparrosa: Są rzeczy, o których nie możesz słuchać bezkarnie

Martin Caparros, Księżyc
Fot. Łukasz Stańczyk

Księżyc. Od nowiu do nowiu Martina Caparrosa to krótka książeczka o wielkiej sile przekazu. Zapiski z hiperpodróży autora po krajach Trzeciego Świata przeplatają się z historiami ludzi, na których życiorysie piętno odcisnęła migracja. Na dwustu stronach zawarte są wszystkie najważniejsze problemy polityki migracyjnej.

Tę książkę mogę porównać tylko do Wielkiego przypływu Jarosława Mikołajewskiego. Króciutka rzecz po brzegi wypełniona emocjami, której czytaniu nie towarzyszą dobre emocje. Gdy jednak siądzie się do Księżyca, nie można się od niego oderwać. Caparros po raz kolejny pokazał, jak swobodnie czuje się w gatunkach autobiograficznych. Księżyc jest hybrydą, połączeniem dziennika, zapisków z podróży i reportaży dotyczących imigrantów z różnych krajów świata. I choć nie jest łatwą lekturą, czyta się to znakomicie.

Podróżowanie jest jednak gestem desperacji

Caparros wyruszył w podróż na zlecenie Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dostał propozycję odwiedzenia w ciągu 30 dni kilkunastu krajów świata i napisania krótkich reportaży o długości 2000 słów. Nie było to dla niego łatwe zadanie – warunkiem kontraktu było usunięcie narratora i pisanie w trzeciej osobie. Caparrosa  znalazł jednak i na to sposób, czego efektem jest ta książka.

Autor wydał Księżyc, hybrydę, w której połączył swoje obserwacje z podróży po Mołdawii, Liberii, Salwadorze, Burkina Faso, Zambii z historiami ludzi naznaczonych migracją. Jego wrażenia są pełne gorzkich refleksji na temat kondycji Zachodu i rozdźwięku między bogatą północą a biednym południem.

Może nie umiem patrzeć, ale jeśli świat zmierza w jakimś kierunku, mnie to umyka. Odnoszę raczej wrażenie, że zatrzymał się w pół drogi, w sytuacji miłej-niemiłej: bogaty i spasiony Zachód, reszta świata z poczuciem smutku i zagrożenia, Chiny i Indie w momencie przebudzenia: a nuż zdołamy, za kilka dekad upodobnić się do Zachodu – spaść się jeszcze bardziej niż tamci.

Martin Caparros, Księżyc

Fot. Łukasz Stańczyk

 Nie chcę widzieć tego, co mam przed oczyma

Bohaterkami reportaży Martina Caparrosa m.in. są Mołdawianka sprzedana przez męża i Zambijka, którą mąż zdradzał i zaraził AIDS. Wkrótce okazało się, że nie tylko ona jest chora, ale również ich córeczka. Kobieta ma w sobie olbrzymią radość życia, chce zrobić wszystko, by zdążyć wychować swoje dzieci i zabezpieczyć je przed śmiercią. Co może szokować – nie ma w sobie ani odrobiny żalu do męża, który ściągnął na nią taki los.

Autor opowiada także historie ludzi rozczarowanych Europą. Kone to Afrykańczyk, który przez długi czas próbował dostać się do Hiszpanii. W trakcie jego podróży umarł mu ojciec, o czym on nawet nie wiedział. Gdy wreszcie mu się udało i osiadł na Starym Kontynencie, okazało się, że Hiszpania go nie chce. Dostał pozwolenie na pozostanie w kraju, trafił do schroniska, gdzie otrzymał możliwość nauki języka. Ale nie ma dokumentów. Dopóki ich nie dostanie, nie może podjąć pracy ani zacząć żyć. Jest nikim, cieniem, który wegetuje i traci młodość, licząc, że wreszcie otrzyma prawo do życia.

Caparros pisze również o Richardzie, Liberyjczyku, który był świadkiem wojny domowej w swoim kraju. Widział jak jego sąsiedzi, którym zrobiono pranie mózgu, zjadają jego babkę. Po traumatycznych przejściach nie ma w nim jednak awersji do swoich pobratymców. Reporterowi mówi, że chciałby zostać prezydentem kraju. Przekonywać swoich ludzi, że skoro on po takich doświadczeniach jest w stanie przebaczyć oprawcom, oni również mogą to zrobić.

Czasowniki są pnączem, ich kwiaty opadają

Czytałam Księżyc z niedowierzaniem. Wstrząsnęły mną opowieści migrantów, ale wrażenie wywarł na mnie również sposób pisania Caparrosa. Autor jest bardzo utalentowany językowo, ma niezwykłą zdolność plastycznego opowiadania historii. Jego zapiski z podróży są gęste, nasycone. Ciężko uwierzyć, że są pisane na szybko, w wolnej chwili w podróży: przy kawie, obiedzie, w hotelu. Misternie skonstruowane zdania wyglądają, jakby powstawały w wyniku intensywnej twórczej pracy. Kipią od znaczeń, pobudzają czytelnika do refleksji.

Kto jednak powiedział, że obserwowanie rzeczywistości nie jest twórczą pracą?

Martin Caparros, Księżyc

Wydawnictwo Literackie 2018

Czytaj też:

  • Ja musiałbym w końcu przeczytać „Głód”, ale nieco się boję… Ale mam pytanie względem tej książki: skąd tytuł?