Jak czytać Antologię polskiego reportażu? 5 sposobów na 3 opasłe tomiszcza

Antologia polskiego reportażu 100/XX
Fot. Łukasz Stańczyk

2844 strony. Ta liczba robi wrażenie i… przytłacza. Trzy księgi stoją u mnie na półce i codziennie kłują mnie w oczy, jak ciągły wyrzut sumienia. Nie wiedziałam, jak do nich podejść, aż w końcu znalazłam na nie sposób. Sprawdźcie, jak czytać Antologię polskiego reportażu, by ją w ogóle przeczytać 😉

Antologia polskiego reportażu XX wieku to wspaniałe dzieło, z którym każdy miłośnik literatury faktu powinien się zapoznać. Na 2844 stronach znajdują się teksty najlepszych polskich reporterów. W pierwszych dwóch tomach Mariusz Szczygieł wraz z Hanną Krall, Elżbietą Sawicką, Małgorzatą Szejnert i prof. Kazimierzem Wolnym-Zmorzyńskim wybrali sto najlepszych, najciekawszych, najmocniejszych i najbardziej kontrowersyjnych reportaży z lat 1901-2000. To było trudne zadanie, bo jak z masy ciekawych publikacji (w końcu jesteśmy w światowej czołówce w dziedzinie reportażu) wybrać tylko sto? Musiał powstać więc trzeci, uzupełniający tom. Zawiera on pięćdziesiąt reportaży z różnych lat, które nie znalazły się w dwóch poprzednich tomach.

W Antologii polskiego reportażu XX wieku znajdziemy teksty czołowych współczesnych reporterów (Wojciech Górecki, Wojciech Tochman, Wojciech Jagielski, Katarzyna Surmiak-Domańska, Magdalena Grochowska, Paweł Smoleński). Te publikacje to jednak przede wszystkim hołd oddany ich poprzednikom. Ksawery Pruszyński, Melchior Wańkowicz, Jerzy Lovell, Krzysztof Kąkolewski, Arkady Fiedler, Hanna Krall, Teresa Torańska, Joanna Siedlecka, Barbara Łopieńska – to tylko niektóre wielkie nazwiska, które znalazły się w tej antologii. Jest i (na pierwszy rzut oka) kilka zaskoczeń, np. Maria Konopnicka czy Bolesław Prus 😉 Czytając tę encyklopedię polskiego reportażu, zapoznajemy się z historią gatunku (pierwsze reportaże pojawiły się w prasie w latach 30. XIX wieku), ale również z teorią gatunku (ewolucją reportażu z prasy do literatury).

Wszystko pięknie, idea szlachetna, pomnik polskim reporterom wystawiony, ale jak to wszystko przeczytać?! 2844 strony, ludzie drodzy, toż to można by czytać dniami i nocami, a w miesiącu i nocy by pewnie nie starczyło, by przebrnąć przez całość. Dlatego trzeba znaleźć na to sposób 😉 Jak czytać Antologię polskiego reportażu i dlaczego warto to robić?

Antologia polskiego reportażu 100/XX

Fot. Łukasz Stańczyk

Żeby odnaleźć inne teksty na interesujący nas temat

Wybiórczo – to odpowiedź na pytanie zawarte w tytule tekstu. Nie są to księgi do przeczytania naraz, od deski do deski, ba, moim zdaniem nawet nie powinno się ich czytać w ten sposób. Już samo posłowie prof. Kazimierza Wolnego-Zmorzyńskiego, znajdujące się na końcu drugiego tomu antologii, to taka dawka wiedzy o polskim reportażu, że potrzeba czasu, aby ją przyswoić. A przecież to tylko posłowie! Pozostaje jeszcze sto pięćdziesiąt tekstów, które trzeba przeczytać i przetrawić. No więc czytanie wybiórcze to pierwsza metoda, a ja polecam do tego czytanie po tematach. Każdy z nas ma swoje ulubione tematy reportażowe. Antologia pozwala nam je zgłębić i odnaleźć inne teksty z interesujących nas dziedzin. Reportaże społeczne, problemowe, polityczne, podróżnicze, batalistyczne, socrealistyczne, śledcze… Wszystkie znajdziemy w antologiach. A w tym, jak je odnaleźć w gąszczu tekstów, pomagają wstępy Mariusza Szczygła, w których przybliża nam sylwetki autorów.

Żeby sprawdzić, czy warto kupić jakąś książkę

Ten sposób czytania antologii odkryłam niedawno. Zastanawiałam się, czy kupić Zarazę Jerzego Ambroziewicza i postanowiłam sprawdzić, czy jest w antologiach. Okazało się, że w trzecim tomie znalazły się całkiem spore fragmenty tego utworu. Przeczytałam i upewniłam się, że koniecznie muszę mieć tę książkę. To też dobry sposób, by sprawdzić, czy odpowiada nam styl pisania danego autora. Jeśli interesuje nas jakiś tytuł, ale nie jesteśmy do końca przekonani, czy przypadnie nam do gustu (a np. za wyznaczone na zakup pieniądze chcemy kupić coś, z czego rzeczywiście będziemy zadowoleni), warto sprawdzić, czy w którymś z trzech tomów nie znajdują się inne teksty wybranego przez nas autora. Jeśli nie jest to nowość, to powinny się znaleźć 😉

Żeby odkryć nowe nazwiska

Większość miłośników reportażu nieźle porusza się wśród dzieł współczesnych reporterów, natomiast gorzej jest z tymi z przeszłości. Czasem padają pytania, po co czytać stare książki, skoro z nowymi nie można nadążyć. A poza tym tam jest język archaiczny, bohaterowie jakoś inaczej klejeni, problemy niewspółczesne… No cóż, nierzadko okazuje się, że dzieła wydane kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu są lepsze od tych, które obecnie trafiają na półki w księgarniach 😉 A poza tym niektóre książki zwyczajnie trzeba znać, żeby mieć jakiś fundament wiedzy. Popatrzcie na zapomniane dzieła wydawane na nowo przez Dowody na Istnienie. Łuka, Mularczyk, Morawska – nie bez powodu rozchodziły się szybciej niż świeże bułeczki w piekarniach.

Przeczytaj także wywiad z Julianną Jonek, redaktor naczelną Wydawnictwa Dowody na Istnienie

Antologia polskiego reportażu 100/XX

Fot. Łukasz Stańczyk

Żeby poznać reporterów z innej strony

Jednym z wielu plusów tych publikacji jest to, że rada programowa postanowiła włączyć do antologii nieoczywiste teksty znanych autorów. Oznacza to, że możemy przeczytać nie utwory flagowe reporterów, ale te równie dobre, a mniej znane. I tak przy Krzysztofie Kąkolewskim znalazły się Baśnie udokumentowane, reportaż o chorych ludziach, cierpiących na urojenia i obsesje, a nie głośne Co u pana słychać o zbrodniarzach nazistowskich. Ryszarda Kapuścińskiego przeczytamy nie teksty ze świata, ale reportaż To też jest prawda o Nowej Hucie, który zresztą zrobił sporo zamieszania w kraju (Kapuściński opisał głód, nędzę i zacofanie, jakie panowały w Nowej Hucie; po publikacji cenzor został zwolniony, a kierownictwo Nowej Huty – zmienione). Ta zasada dotyczy także współczesnych reporterów, np. Wojciecha Góreckiego możemy poznać w nowej roli jako reportera z Polski, a nie Kaukazu. To odświeżający zabieg, który pozwala nam poznać piszących z innej strony i w efekcie zachęca do ponownego sięgnięcia po ich reportaże.

Żeby zobaczyć, jak reportaż ewoluował w czasie

Zespół, który pracował przy układaniu Antologii polskiego reportażu, wykonał kawał świetnej roboty. Wyobraźcie sobie teraz, że chcielibyście coś poczytać o reportażu, może o jego początkach, a może o rodzajach, a może ogólnie o teorii gatunku, ale nie bardzo wiecie, jak się do tego zabrać. Musielibyście udać się do biblioteki i mozolnie wertować spisy, by znaleźć odpowiednie książki. A później ślęczeć, czytać, czytać i czytać… I notować nazwiska, kolejne tropy i tytuły. Trudna praca. Ciężka praca. A tutaj otrzymujemy gotowca, wypełnionego po brzegi, tym co powinniśmy wiedzieć z dziedziny reportażu. Tylko brać, czytać i smakować! W dodatku jest to rzecz niesamowita, bo śledząc te trzy tomy, możemy zobaczyć, jak reportaż zmieniał się na przestrzeni lat. Jak to się stało, że gatunek prasowy stał się gatunkiem literackim? Jak zmieniała się z czasem tematyka, sposób budowania narracji, kreacji bohaterów? Antologia to taka encyklopedia wiedzy na ten temat.

A wy jak czytacie Antologię polskiego reportażu? 🙂

Czytaj także:

 

  • 2844… robi wrażenie! 🙂 U mnie „Antologia” od dawna na liście „to read”, a ja cały czas zastanawiam się czy wersja papierowa, czy ebook 😉 I chyba dzięki Twojemu wpisowi wygra papier – właśnie do czytania fragmentami. Ostatnio w taki sposób czytuję „Letters of Note” – wprawdzie listy to nie reportaż, ale też polecam! 🙂

    • Wokółfaktu.pl

      Dzięki 🙂 Poręczeniej takie tomiszcza czytać w ebooku, w papierze ciężkie. Choć ten widok na półce… 😉

  • Ja chciałem wykorzystać tę antologię do poznania polskiego reportażu w ogóle. Poza tym, że swego czasu czytałem Duży Format, to kontaktu z nim mam niewiele. Z zagranicznym zresztą podobnie. Ciągle jednak mnie opasłość odstrasza. I wiem, że nie potrafiłbym czytać inaczej niż po kolei.

    • Wokółfaktu.pl

      To świetna dawka wiedzy, taka encyklopedia reportażu. Ale fakt, ogrom materiału przeraża… Jedyny sposób, to podczytywać między innymi lekturami 🙂