Ganbare! Warsztaty umierania Katarzyny Boni: jak żyć, gdy każdy dzień zaczyna się od umierania?

Ganbare! Warsztaty umierania Katarzyna Boni
Fot. Łukasz Stańczyk

Ganbare! Warsztaty umierania Katarzyny Boni to książka, o której będzie bardzo głośno w najbliższych miesiącach. I słusznie, bo to literatura pełną gębą. Opowieść o życiu mieszkańców północnej Japonii, których dotknęła potrójna tragedia: trzęsienie ziemi, tsunami i katastrofa elektrowni jądrowej w Fukushimie. Opowieść o śmierci i pogrzebanych nadziejach, ale i o niezwykłej ludzkiej solidarności i życzliwości.

Katarzyna Boni jest utalentowaną reporterką młodego pokolenia – i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Udowadnia to fenomenalną książką Ganbare! Warsztaty umierania. Jej znakomitość tkwi nie tylko w treści (przytaczane historie wywołują gęsią skórkę), ale przede wszystkim w formie. Boni ma bardzo lekkie pióro i coś, co mają nieliczni – umiejętność łączenia konwencji, bawienia się stylem w celu zaskoczenia czytelnika. Autorka zwodzi odbiorcę, maluje przed nim sielskie obrazy życia w malowniczych wioskach, jednocześnie dając do zrozumienia, że są one ulotne. Historie kochających się rodzin podszyte są lękiem. Opowieści o życiu rolników i rybaków, żyjących zgodnie z naturą – czekaniem na katastrofę. Wiemy, że ona nastąpi, oczekujemy tego od pierwszej strony. I następuje bardzo szybko, w dodatku potrójna.

Katarzyna Boni udała się do Japonii, by sprawdzić, czy z potrójnej tragedii człowiek może się podnieść. Wnioski zawarte w Ganbare! Warsztaty umierania nie są optymistyczne. Po trzęsieniu ziemi z 11 marca 2011 roku, tsunami i katastrofie elektrowni jądrowej w Fukushimie ludzie zostali pozostawieni samym sobie. Mieszkają w blaszanych kontenerach, niemożliwie nagrzewających się latem i nieludzko wychładzających zimą. Sąsiadów oddzielają od siebie cienkie ścianki, prywatności nie ma tam żadnej. Nadziei, że wkrótce opuszczą baraki właściwie też nie – rząd co dwa lata wydłuża termin przydatności osiedli tymczasowych. Bo nowe nie powstają tak szybko jak powinny, a ludzi nie stać na wynajem czy kupno nowego mieszkania. W tsunami stracili dobytek życia, oszczędności, firmy. Zostali ze starymi kredytami, które wciąż trzeba spłacać. Tylko za co, gdy zakłady pracy pochłonęła woda. Tak jak i nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek będzie tak jak było.

Rozmówcy Katarzyny Boni stracili wiarę w lepsze jutro. Władze ich oszukały.

Dzień zaczynam od umierania

Pierwsze oszustwo dotyczyło tsunami. Fala miała mieć sześć metrów. Na taką wysokość miasteczka były przygotowane – na wybrzeżu znajdowały się betonowe mury, mające zatrzymać wodę. Tylko że nie zatrzymały. I odebrały ludziom szansę na ucieczkę – zza murów nie było widać zbliżającego się morza. Każdy mieszkaniec wiedział, gdzie znajdują się położone wyżej miejsca ewakuacji, mające stanowić schron w razie klęski żywiołowej. Tylko że nie stanowiły. Bo fala nie miała sześć metrów, a piętnaście.

Drugie oszustwo dotyczyło elektrowni jądrowej w Fukushimie. Bo wybuch reaktora miał nie stanowić zagrożenia dla mieszkańców wiosek położonych w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Fukushimy. Woda miała być zdatna do picia, żywność nieskażona. Domy – bezpieczne. Panika – niewskazana. Tymczasem skażenie przekroczyło wszelkie dopuszczalne normy, napromieniowane zostało wszystko. Bo nikt nie przeanalizował, w którą stronę będzie wiał wiatr. A gdy sytuacji nie można było już zlekceważyć, premier Naoto Kan zalecił dobrowolne opuszczenie domów. I zaczął opracowywać plan ewakuacji Tokio. 35 milionów ludzi.

Ganbare! Warsztaty umierania Katarzyna Boni

Fot. Łukasz Stańczyk

Po co tu przyjechałaś?

Rozmówcy Katarzyny Boni są rozmaici. To rodzice, poszukujący w morzu ciał swoich dzieci i ludzie, prowadzący z bliskimi porwanymi przez morze rozmowy w budkach telefonicznych. To młode kobiety, które po tsunami nawiedzają duchy ofiar i mężczyźni, którzy w nocnych koszmarach widzą zjawy. To mnisi, organizujący warsztaty narzekania, mające pomóc wyrzucić z siebie ból i cierpienie, by pójść do przodu. I wreszcie ci, którzy biorą udział w warsztatach umierania i przygotowują się na własną śmierć.

Bo śmierć w Japonii jest wszechobecna, a wyrzucenie z pamięci tego, co się stało – niemożliwe. Życia nie można ignorować, więc biegnie dalej, ale bez planów, nadziei, szans. Bez radości. Bohaterowie Ganbare! Warsztatów umierania nie potrafią poradzić sobie z traumą. Nie śpią, w nocy widzą duchy. Wstydzą się swoich lęków i tego, co się z nimi dzieje. Piją. Czują się przeterminowani, jak osiedla, w których mieszkają.

Nie wierzą już w nic.

Wspomnień się nie pali

A wiarę mogliby częściowo odzyskać dzięki ludzkiej życzliwości. Po katastrofie do poszkodowanych wyciągnęły ręce setki tysięcy wolontariuszy. Sprzątali tereny po tsunami, zbierając szczątki ofiar. Dwadzieścia cztery miliony ton szczątków. I miliony wspomnień po życiu sprzed tragedii. Ocalałe resztki ze świata, który odszedł, drobiazgi, zdjęcia, pozwoliły mieszkańcom północnej Japonii odnaleźć fragmenty siebie. I choć częściowo odzyskać równowagę po tym, co ich spotkało.

Zebrane przez strażaków, policjantów, wolontariuszy i nie-żołnierzy wspomnienia są pozlepiane, ubłocone, przemoczone. Gdy zrobiło się cieplej, zaczęły gnić. Dlatego w niektórych miastach trzymano je w zamrażarkach.

Człowiek jednak nie może zbyt długo żyć wspomnieniami. W końcu zaczyna do niego docierać, że przeszłość nie powróci. I wtedy pozostaje już tylko pustka. Lub śmierć, na którą warto się przygotować.

Gdzie chciałbyś, żeby ciebie rozsypano?

Trumna z wnętrzem obitym eleganckim materiałem czy model eko z kartonu? Strój radosny czy stonowany? Urna umieszczona na cmentarzu, w cieniu drzew czy w wieżowcu? A może wolałbyś okrążyć Ziemię, a później spaść, płonąc w atmosferze? Możesz wszystko.

Biznes funeralny w Japonii jest rozwinięty na skalę, jakiej sobie nawet nie wyobrażamy. Planowanie własnej śmierci zawsze było tam popularne, ale po 11 marca 2011 roku stało się jeszcze bardziej modne. Załatwienie wszystkich ostatecznych spraw przynosi Japończykom ukojenie. I pozwala odzyskać utraconą radość życia.

Ganbare! Warsztaty umierania Katarzyny Boni to przykład znakomitego reportażu, po który powinni sięgnąć wszyscy miłośnicy gatunku. Kawał świetnie udokumentowanego materiału na temat trzęsienia ziemi, tsunami i katastrofy w elektrowni jądrowej w Fukushimie. I doskonałej literatury.

Katarzyna Boni, Ganbare! Warsztaty umierania
Wydawnictwo Agora 2016

  • Zapisuję tytuł w rubryce ” do przeczytania, koniecznie!” 🙂

    • Wokółfaktu.pl

      Polecam, dawno żadna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia 🙂