Dziki kontynent Keith Lowe: dzisiejszy dobrobyt w Europie rodził się w bólach. I powstał na bardzo kruchym gruncie

Ruiny w Wieluniu po II wojnie światowej
Ruiny w Wieluniu

Dziki kontynent Keith Lowe to książka trudna. Nie jest to lektura, którą z przyjemnością czyta się przed snem. Otwiera oczy na wiele spraw i pokazuje, że powojenna historia Europy nie była tak piękną, jak na pierwszy rzut oka się wydaje. A szczęście i dobrobyt, w którym teraz żyjemy mają bardzo kruche podstawy.

Ruiny w Wieluniu po II wojnie światowej

domena publiczna

Budzisz się rano i marzysz o kawie. Ale nie masz jej pod ręką, ani szafki, w której stała, bo kuchnia świeci pustkami. Ze zdziwieniem odkrywasz, że nie ma też wygodnego łóżka, ani ulubionej poduszki z zagłębieniem idealnie dopasowanym do twojej głowy. Ani książki, którą zwykłeś podczytywać przy tej kawie, o której teraz tak marzysz. Zresztą nie ma tu nic twojego – znalazłeś się w tym mieszkaniu, na tej zimnej podłodze, pełnej gruzów, przypadkiem, szukając w miarę bezpiecznego miejsca, w którym możesz spędzić noc.

Wybiegasz więc do sklepu po kawę i do piekarni po croissanta albo chociaż po jakąś chałkę, ale nie ma ani sklepu, ani kawy. Piekarni też nie ma, widzisz tylko gołe witryny. Nie ma również Starbucksa, w którym mógłbyś sobie kupić latte na wynos ani nawet Lidla z tymi rogalikami po sto groszy. Straszą cię tylko poprzekrzywiane szyldy, dziury w oknach i resztki towaru, którego ludzie jeszcze nie zdążyli rozkraść.

Wracasz więc do tego mieszkania, które zająłeś i chcesz się skontaktować z rodziną i z przyjaciółmi, żeby się dowiedzieć, co się dzieje wokół ciebie. Ale mieszkanie już zajął ktoś inny, a kontaktu w żaden sposób nie możesz nawiązać. Nie masz jak. Nie możesz napisać maila, wysłać wiadomości na Facebooku, zadzwonić, bo nie ma prądu ani sieci.

Wybiegasz więc z tego mieszkania, w którym znalazłeś się przypadkiem, szukasz jakiegoś samochodu, autobusu – ale nic nie widzisz. Nie ma aut, nie ma żadnych innych pojazdów. A nawet gdyby były, nic by to nie zmieniło, bo nie ma dróg. Nie wiesz, co masz robić, jesteś wściekle głodny i umierasz z niepokoju o najbliższych.

Nie ma internetu. Nie ma prądu. Nie ma sklepów.  Nie ma jedzenia. Nie ma dróg. Nie ma komunikacji. Nie ma pracy.

Kręcisz się więc w kółko w chaosie, bez żadnego pomysłu, co dalej ze sobą począć. Czujesz, jak narasta w tobie panika. I wściekłość.

A poza tobą kręci się tak kilkadziesiąt milionów ludzi.

[h2]Dziki kontynent Keith Lowe: Europa jest w stanie, jakiego żaden Amerykanin nie ma szans zrozumieć[/h2]

To nie jest scenariusz filmu science fiction. Właśnie tak wyglądała Europa po II wojnieDziki kontynent Keith Lowe światowej. Oczywiście, to wersja uproszczona i strywializowana – celowo dostosowana do współczesnych realiów, żeby dotrzeć głębiej. Keith Lowe przedstawia Stary Kontynent w świetle, w którym mało kto go wcześniej pokazywał. „Nowy Czarny Ląd”, jak go nazywano, to miejsce zepsucia i zła,  siedlisko bezprawia w stanie totalnego upadku. Jak napisał Keith Lowe, po II wojnie światowej Europa była w stanie, którego żaden Amerykanin nie miał szans zrozumieć. A dziś chyba nikt z nas, Europejczyków, nie jest w stanie sobie tego nawet wyobrazić.

Po przeczytaniu tej książki zastanawiam się, jakim cudem Europa podniosła się jak feniks z popiołów. Jest to rzecz niewyobrażalna – z kontynentu, na którym nie było naprawdę NIC, na którym panował powszechny głód, ludzie mieszkali w ruinach, nie mieli pracy ani perspektyw, szabrowali lub sprzedawali własne ciała, przeobraziliśmy się w miejsce tolerancji, dobrobytu i postępu, w którym chciałyby mieszkać miliony ludzi z całego świata. I uchodźców, którzy codziennie te marzenia przypłacają śmiercią gdzieś na przepełnionych łodziach na Morzu Śródziemnym. Jak to się stało, że Europejczycy mieli w sobie tak silną wolę przetrwania i odbudowy zniszczonego świata? Jakim cudem ludzie, którzy dziś są tak podzieleni, byli w stanie wtedy wspólnie budować na nowo rzeczywistość?

[h2]Dziki kontynent Keith Lowe:  nie patrzmy na odbudowę Europy przez różowe okulary[/h2]

Dziki kontynent pokazuje jednak, że myśląc w ten sposób, łatwo popaść w uproszczenia i spoglądać na historię przez różowe okulary. Dziś wielu młodych ludzi nie zastanawia się nad wydarzeniami z przeszłości i nie stara się przenieść ich konsekwencji na współczesną sytuację na arenie międzynarodowej. Myślą, że w 1945 roku zakończyła się II wojna światowa, ten okropny konflikt, który nie wiadomo z czego wyniknął. A potem nastąpiła już wieczna szczęśliwość – zło i przemoc zostały przezwyciężone, wszystkie narody wspólnie odbudowały drogi, fabryki i miasta, zakończył się triumf przemocy. I dziś możemy siedzieć w Starbucksach, pić tę kawę w papierowym kubku za 15 złotych, rozmawiać na fejsie z ludźmi na całym świecie, szukać promocji na tanie bilety lotnicze i denerwować się, że nie możemy spędzić weekendu w Paryżu, bo promocja dotyczy tylko lotów do Doncaster.

Warto jednak zajrzeć głębiej.  Uświadomić sobie, że wojna wcale nie zakończyła się w 1945 roku – w wielu miejscach, np. w Grecji czy Jugosławii, wojny domowe trwały jeszcze do lat 50. Dowiedzieć się więcej na temat brutalnych wysiedleń, tej nieustającej wędrówki dziesiątek tysięcy ludzkich istnień, wyrwanych z dotychczasowego życia i rzuconych gdzie popadnie. Mnóstwo ciekawych informacji na ten temat przeczytałam też w 1945 Magdaleny Grzebałkowskiej, książce poniekąd bardzo podobnej do Dzikiego kontynentu Keitha Lowe’a.

[h2]Dziki kontynent Keith Lowe: powojenna Europa osuwała się w anarchię[/h2]

Zastanawiając się nad zakończeniem wojny i odbudową Europy, bardzo szybko dojdziemy do wniosku że po kilkuletnim konflikcie, zmęczeni, wściekli i głodni ludzie musieli jakoś dać tym emocjom ujście. To przecież jest całkowicie ludzkie – odbić sobie wieloletni strach, upokorzenie i niepewność jutra. Mścili się więc na Niemcach, zmuszali do fizycznej pracy, czyniąc z nich niewolników lub mordując. Rozkradali ich majątki, odpłacając się pięknym za nadobne i uważając, że po takich przeżyciach im się one po prostu należą. Gwałcili Niemki, Austriaczki i Węgierki, golili im głowy i smarowali ich ciała smołą. A potem wystawiali na widok publiczny, żeby napiętnować tę niemiecką, a więc z automatu nazistowską krew.

Z dnia na dzień nie skończyły się też prześladowania mniejszości etnicznych. Wręcz przeciwnie, w niektórych miejscach, jak pokazuje Keith Lowe, wręcz przybrały one na sile. Gehenna Żydów również nie zakończyła się nagle, nie mieli przecież oni dokąd wracać ani gdzie się podziać. A co z tymi, którzy kolaborowali z hitlerowcami? Trzeba było ich osądzić za okrucieństwa, których dokonywali. Ale to nie było łatwe – przecież sądy nie funkcjonowały, a ludzie po tym, co przeżyli, nie mieli do siebie wzajemnie zaufania. Trzeba było wiec odbudować całe aparaty instytucji państwowych, co w warunkach panującego chaosu, było niemal syzyfową pracą. I tak było na każdym polu, w każdej dziedzinie życia. Odbudowa powojennego świata nie toczyła się więc lekko i zgodnie, ale rodziła w bólach i trwała długie lata.

[h2]Dziki kontynent Keith Lowe: nie jesteśmy tak szlachetni jak myślimy[/h2]

Dlatego z całym przekonaniem namawiam do sięgnięcia po Dziki kontynent Keitha Lowe’a. Autor wykonał niesamowitą pracę i napisał książkę, jakiej jeszcze nie było na rynku. Zerwał z ograniczonym punktem widzenia, dominującym na Zachodzie i pokazał to, o czym do tej pory nie wypadało mówić – że po wojnie Europa nie uzdrowiła się nagle, ale osuwała się w anarchię. Że proces powstawania z popiołów był żmudny i długotrwały. I że nie jesteśmy aż tak szlachetni jak mogłoby się wydawać.

Warto ją też przeczytać po to, by docenić warunki, w  których żyjemy. I uświadomić sobie, że nie muszą one być wieczne, bo ten pokój, dobrobyt i postęp zostały zbudowane na bardzo kruchym fundamencie.