Celibat Marcina Wójcika: dni święte i nieświęte

Celibat Marcin Wójcik
Fot. Łukasz Stańczyk

Celibat Marcina Wójcika to mocna książka, której mniej więcej znamy zawartość jeszcze przed lekturą. Mimo to, Celibat szokuje. To reportaż kontrowersyjny, opowiadający o degeneracji księży i całej kościelnej hierarchii. I o tym, że gdy kapłani popadają w nałogi, nie radzą sobie z problemami,  a system ich wypluwa. Zamiata problemy pod dywan. Ale to również książka o poszukiwaniu miłości.

Są tacy, którzy nie sięgną po Celibat, bo dojdą do wniosku, że to książka antyklerykalna. A że wydała ją Agora, to już wiadomo, że to atak na Kościół. Czy popełnią błąd? Myślę, że tak. Bo poza żywym mięsem i bardzo kontrowersyjnymi opowieściami epatującymi seksem, homoseksualizmem i alkoholem, stracą wiele historii, w których chodzi o coś zupełnie innego. Bo moim zdaniem Celibat jest książką o poszukiwaniu miłości. Takiej, zwykłej, ludzkiej, fizycznej i psychicznej.

Celibat się przeżył?

Media co kilka miesięcy odgrzewają kwestię celibatu. Padają hasła, że celibat się przeżył, że nakazuje księżom tłumić popęd seksualny, co może kierować ich w stronę homoseksualizmu lub pedofilii. Że powoduje depresję, alkoholizm, wpędza kapłanów w nałogi. Marcin Wójcik patrzy na ten temat od innej strony. Pyta księży o to, czym jest celibat i okazuje się, że dla każdego kapłana jest czym innym. Dla jednych bezżeństwem, a nie zakazem kontaktów seksualnych. Dla innych nakazem wstrzemięźliwości seksualnej. Według Kościoła celibat powinien być przyjmowany z miłością i postrzegany przez kapłanów jako dar Boga, który pomaga w naśladowaniu Chrystusa. O tym, jakie to trudne, możemy przeczytać w reportażu.

Podszepty

Oczywiście, księża wiedzą, na jakie godzą się życie, idąc do seminarium. Rezygnują z miłości ludzkiej, przysięgając miłość i posłuszeństwo Bogu. Na początku żyją ideą, zatapiają się w wierze, studiują, kształcą się. Ale po pewnym czasie w ich życiu pojawia się luka, której nie są już w stanie zapełnić. Walczą ze sobą, ale są tylko ludźmi. Chcą czuć się kochani, chcą, żeby w trudnej chwili ktoś potrzymał ich za rękę. Porozmawiał z nimi, przytulił. Im dłuższy mają staż kapłaństwa, tym trudniej jest im przestać o tym myśleć.

Z kryzysem wiary można sobie radzić na różne sposoby. Można być wobec siebie szczerym, próbować rozmawiać z przełożonymi, szukać źródeł swoich wątpliwości. Gdy to nie wystarcza, można wziąć roczny urlop. Wtedy jest czas na to, by się nad sobą zastanowić, poszukać utraconego sensu życia. Można również mieć partnerkę i dziecko. Prowadzić podwójne życie, po nauczaniu religii biec do domu, w którym czeka rodzina. Karmić dziecko, czytać mu książeczki, usypiać je.

Fot. Łukasz Stańczyk

Dni święte i nieświęte

Można również sprawiać pozory. Być przykładnym księdzem, a wieczorami oglądać pornografię, w weekendy jeździć na imprezy albo spotykać się na mieście z mężczyznami, którzy ogłaszają się w internecie, że chętnie umówią się na seks. Pić, palić, chodzić do klubów dla homoseksualistów. A następnego dnia rano odprawiać mszę, chrzcić dzieci, prowadzić spotkania dla młodzieży.

Marcin Wójcik opowiada wszystkie te historie. Czy robi to obiektywnie? Oczywiście, że nie – sam był kiedyś w seminarium duchowym. Odszedł z niego, ale w dalszym ciągu był związany ze środowiskami katolickimi. Pisał do „Gościa Niedzielnego”. W Celibacie pokazuje, że Kościół bardzo chce, żeby za jego murami pozostało wszystko to, co niewygodne. Pisze o płaceniu alimentów na dzieci przez kurię (każda kobieta dostaje 3 tysiące złotych), o przenoszeniu księży do innych parafii, hipokryzji hierarchów kościelnych, którzy żyją w luksusie, nierzadko sami są w związkach. Można tę książkę czytać ze złością i upewnić się w swojej niechęci do Kościoła. Jeśli ktoś tak chce, ma do tego prawo. Można również całkiem ją oddzielić od spraw wiary i czytać jak reportaż o prawie do odczuwania miłości. Bo księża są różni: mają powołanie lub nie, walczą ze słabościami, mają trudne charaktery, wpadają w nałogi. Nie różnią się od nas niczym innym – poza tym, że wybrali inną drogę życia.

Jakie są wady i zalety tej książki?

Marcin Wójcik wykonał kawał porządnej reporterskiej roboty. W Celibacie przedstawia różne historie, które mają pokazać złożoność całego tematu. Rozmawia z dostojnikami, biskupami, zwykłymi księżmi. Z tymi, którzy mają partnerki, dzieci, są w związkach homoseksualnych. Pisze o molestowaniu ministrantów. Ale pisze również o tym, że to wszystko nie jest takie proste. Zniesienie celibatu postawiłoby przed Kościołem szereg problemów, m.in. z mieszkaniami dla rodzin księży, z przenosinami do innych parafii, z zasiłkami dla wdów. Dla księży to również nie jest proste. Celibat nie jest dla nich zmurszałym prawem. Widzą w nim głęboki sens, wierzą w niego. Ale sobie z nim nie radzą. Jestem wierząca i jestem wdzięczna Wójcikowi za pokazanie tego rozdźwięku między ideą a rzeczywistością. Nie podszedł szablonowo do tematu, nie skorzystał z utartej ścieżki. Na szczęście, bo w innym przypadku mogłaby to być bardzo zła książka.

A jest dobra. Mimo że jest w niej dużo mięsa i momentami aż epatuje od kontrowersji. Miałam momenty, kiedy chciałam odłożyć lekturę. Byłam przesycona obrazami, które rysował przede mną autor, zniesmaczona erotycznymi ogłoszeniami, które czytałam. Na szczęście historie się przeplatają, po tych nasyconych są bardziej wyważone, dzięki czemu można uzyskać jako taki balans w czasie lektury. Wiem jednak, że do pewnych reportaży na pewno nie wrócę.

Trzeba też oddać Wójcikowi, że nie podszedł szablonowo również do formy. Reportaże skonstruował rozmaicie, w formie wyżej wspomnianych ogłoszeń, listów, rozmów. Ta różnorodność zwiększa atrakcyjność tej książki.

Sami musicie zdecydować, czy sięgniecie po tę książkę. Ja nie żałuję. Ale już do niej nie wrócę 🙂

Marcin Wójcik, Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu

Wydawnictwo Agora 2017

Czytaj także:

  • To bardzo trudno temat to wyważonego opisania. Całość jest wyważone, czy tylko część?

    Drobna uwaga techniczna – epatować można czymś, a nie zaś od czegoś.