Był sobie chłopczyk Ewy Winnickiej: nic na nas nie mają

Fot. Łukasz Stańczyk

Zastanawiałam się, czy sięgnąć po tę książkę. Był sobie chłopczyk Ewy Winnickiej to reportaż o Szymonie z Będzina, którego śmierć rodzice ukrywali przez dwa lata. Sprawą bezimiennego chłopca, znalezionego w stawie, kilka lat temu żyła cała Polska. A zwłaszcza tabloidy, które chętnie pisały wtedy również  Katarzynie W, matce zamordowanej Madzi z Sosnowca. Czy z tematu, który budzi tak skrajne emocje, można jednak zrobić dobrą książkę?

Ewie Winnickiej udało się obronić. Był sobie chłopczyk budzi w czytelniku skrajne emocje: bezsilność, złość, frustrację, oburzenie. Ale stawia również wiele ważnych pytań, na które dobrze by było znaleźć odpowiedź. Nie jest to jednak takie proste. Jak można przez dwa lata ukrywać śmierć własnego dziecka? Jak to możliwe, że ani sąsiedzi, ani członkowie najbliższej rodziny (!) nie zorientowali się, że coś jest nie tak? I wreszcie, co to za kraj, w którym można chodzić na szczepienia z cudzym dzieckiem, żeby przychodnie nie zorientowały się, że prawdziwy Szymek nie żyje?

To Polska właśnie.

Płaczliwy, ale można powiedzieć, że się nie narzuca

Szymek był siódmym dzieckiem Beaty, ale pierwszym z nowym partnerem. Urodził się jako wcześniak, w 25. tygodniu ciąży. Lekarze dawali małe szanse na przeżycie, ale pomylili się. Chłopiec przeżył i był całkowicie zdrowy, tylko delikatny. „Ma cienką skórę i trzeba na niego uważać, bo jak się nie uważa, to zaraz pojawia się siniec” – mówiła matka. Rodzice mieli problem z opanowywaniem emocji, często wyładowywali się na dzieciach. Na Szymka krzyczano, potrząsano nim, bito go. Nikt go nie przytulał, nikt mu nie mówił, że jest dla niego ważny. Chłopczyk rósł bez miłości, był apatyczny, wiecznie smutny. Przemoc domowa ostatecznie doprowadziła do śmierci chłopca, która w książce stanowi punkt wyjścia do opowiedzenia tej historii.

Rodzice porzucili zwłoki dziecka w stawie. Leżały tam kilka dni. Gdy policjanci przyjechali na miejsce, byli przerażeni. Śledztwo szybko przekroczyło granice województwa, stało się sprawą medialną, głośną na całą Polskę. Funkcjonariusze, dzielnicowi, ludzie z opieki społecznej próbowali ustalić tożsamość zamordowanego chłopca. Zastanawiali się, jak to możliwe, że rodzice nie zgłosili się na policję. Okazało się, że można w naszym kraju zabić dziecko i skutecznie to ukryć. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby po śmierci dziecka żyć tak, jakby nic się nie stało? Patrzeć na siebie w lustrze i niczego nie czuć?

Fot. Łukasz Stańczyk

Czy to dobra książka?

Ciężko oceniać ten reportaż w kategoriach dobry/zły. Ciężko go w ogóle ocenić. Jestem wdzięczna autorce, że książka nie epatuje emocjami. Bardzo łatwo było dać się ponieść. Nic nie budzi większych emocji, niż śmierć niewinnych, zwłaszcza gdy chodzi o dzieci. A w tym przypadku za śmierć chłopca odpowiadają rodzice. Historia sama w sobie jest tak oburzająca, że tylko chłodna relacja z przebiegu sprawy mogła obronić tę książkę.

Ewa Winnicka opowiada historię Szymona, krok po kroku odtwarzając działania policji. Pokazuje, jak ruszyła machina poszukiwań, przedstawia funkcjonariuszy zaangażowanych w sprawę. Śledzi ich, patrzy im na ręce, wskazuje słabe strony śledztwa, ale i opisuje policjantów, którzy postawili sobie za punkt honoru odnalezienie sprawców morderstwa niewinnego chłopca. Czytelnik poznaje cały system od środka, to duża zaleta tej książki.

Narracja w Był sobie chłopczyk jest prowadzona wielotorowo. Działania policji przeplata opowieść o Beacie, Jarku (rodzicach chłopca) i ich przeszłości. Oprócz tego autorka wskazuje również nieprawidłowości w funkcjonowaniu instytucji pomocy społecznej. Pracownicy traktują swoją pracę zadaniowo, wolą ją odbębnić, niż naprawdę się zastanowić, że coś może być nie w porządku. Łatwo jest ich zbyć, łatwo oszukać. I dopóki nie wydarzy się żadna tragedia, nikt o tym nie będzie wiedział.

Trudna, ciężka emocjonalnie książka. Nie będę wam polecać, sami ocenicie, czy udźwigniecie ją emocjonalnie. Jestem mamą małego chłopca, więc bardzo szybko chciałam ją odłożyć na półkę. Ale reportaż wciąga. Nie żałuję, że przeczytałam go do końca, aczkolwiek była to kolejna książka, którą musiałam odchorować.

Ewa Winnicka, Był sobie chłopczyk

Wydawnictwo Czarne 2017

  • Od czasu, gdy sam mam dzieci, dużo trudniej czyta mi się o krzywdzie dziejącej się dzieciom, nawet w fikcji literackiej. Dlatego nieco obawiam się sięgać po reportaż Winnickiej. Chcę i nie chcę zarazem.