3 powody, żeby przeczytać książkę” Władimir Putin. Wywiad, którego nie było” Arlety Bojke

Władimir Putin. Wywiad, którego nie było
Fot. Łukasz Stańczyk

Władimir Putin. Wywiad, którego nie było Arlety Bojke to nie jest rzecz dla miłośników literackości i wyrafinowanej formy. Książka jest napisana w sposób jasny i czytelny, bez nadwyżki, bez sensów naddanych. Zawiera jednak tyle ciekawych informacji, że czyta się ją w mgnieniu oka.

Lubię książki wydawane przez PWN. Druk, szycie, to, że tak dobrze się rozkładają na grzbiecie. Książki te kojarzą mi się z kompendiami wiedzy ze studiów, w których z pasją zakreślałam różne rzeczy kolorowymi mazakami. W tytule Arlety Bojke miałam ochotę robić to samo, bo zawiera mnóstwo wartościowych informacji.

Władimir Putin. Wywiad, którego nie było

Arleta Bojke to dziennikarka TVP i korespondentka w Moskwie. Została tam wysłana w 2010 roku, tuż po katastrofie smoleńskiej. Przeszła chrzest bojowy – pracy było co nie miara. Biegała na konferencje prasowe, monitorowała przebieg śledztwa w sprawie katastrofy, rozmawiała z rzecznikami Kremla. I nieustannie próbowała umówić się na wywiad z  Władimirem Putinem. Jak wiadomo z tytułu (ale i z wiedzy ogólnej), nie udało jej się to. W książce pisze wprost, że w Moskwie dowiedziała się, że „Polska jest jak mały szczekający piesek. Irytujący, ale nieszkodliwy”. Z tego powodu przedstawiciele najwyższej władzy nie widzą sensu w udzielaniu wywiadu polskim mediom. Brytyjskim, francuskim, amerykańskim – tak. Bo mają w tym interes. Polskim niekoniecznie. Wielokrotnie odbijając się od ściany, Arleta Bojke postanowiła w końcu spisać wszystkie pytania, które zadałaby Putinowi, gdyby tylko miała taką możliwość. Na podstawie materiału zgromadzonego przez lata pracy w Moskwie, wywiadów, dokumentów źródłowych, próbuje udzielić na nie odpowiedzi.  Koncepcja jest ciekawa i to pierwszy powód, dla którego warto przeczytać tę książkę. Ale najmniej istotny.

Władiamir Putin. Wywiad, którego nie było

Fot. Łukasz Stańczyk

Rosja Putina

Władimir Putin. Wywiad, którego nie było to przede wszystkim ogromna dawka informacji na temat Rosji Putina. Arleta Bojke porusza wiele kwestii interesujących nas wszystkich. Opowiada o Majdanie, wojnie na Ukrainie i o tym, jaką rolę odegrali Kozacy w przejęciu Krymu. Wiecie, że od wielu lat Putin systematycznie nadawał im kolejne „przywileje”, wykorzystując ich patriotyzm? W Rosji działają szkoły kozackiej jazdy konnej, w których jeźdźcy doskonalą swoje umiejętności; Kozacy patrolują ulice cieszących się złą sławą dzielnic Moskwy. Bojke opowiada, że przejęcie Krymu zostało dokładnie zaplanowane, odbyło się błyskawicznie, zanim ukraińska armia zdążyła zareagować. Większość ukraińskich żołnierzy oddało swoje bazy bez walki. Po prostu złożyli nową przysięgę wojskową. Korespondentka TVP opisuje także, kim były „zielone ludziki”, opowiada o konflikcie w Donbasie i płonnych nadziejach mieszkańców na to, że wydarzenia potoczą się tam dokładnie tak jak na Krymie. Mnóstwo, mnóstwo ciekawych informacji.

Jak wygląda praca korespondentki?

Książka Arlety Bojke to także kopalnia informacji na temat pracy korespondentki telewizyjnej. Można zestawić tę książkę z tytułem Anny Wojtachy (Kruchy lód), ale różnica jest między nimi taka, że Wojtacha opisuje pracę korespondentki wojennej, a Bojke opowiada o codziennych obowiązkach dziennikarza wysłanego na placówkę do innego kraju. Oczywiście, ze względu na katastrofę smoleńską nie jest to sytuacja do końca typowa. Ale poza śledzeniem wszystkich informacji w sprawie katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku, Arleta Bojke zajmowała się w Rosji również innymi rzeczami. Śledziła wydarzenia polityczne, zwiedzała Soczi przed olimpiadą, odwiedziła miejscowości Nowozawidowskij, w której radnym został czarnoskóry Jean Gregoire Sagbol i Ogor, gdzie osiedliła się rodzina starowierców. Realizowała dużo interesujących materiałów, a w książce opisuje, jak ta praca wyglądała w rzeczywistości. Co ciekawe, opowiada również o tym, jak funkcjonują rosyjskie media. Rządowe kanały mają wspaniałe siedziby, wyposażone w siłownie, przedszkola i inne lokale usługowe dla pracowników. Mają również całkiem niezły system kontrolowania pracy zagranicznych dziennikarzy.

Poza przygotowywaniem tzw. bieżączki, próbowała znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego  Władimir Putin cieszy się niesłabnącym poparciem obywateli największego kraju świata. Wyjeżdżała więc na prowincję i odwiedzała Rosjan, mieszkających w rozpadających się domach, bez bieżącej wody i kanalizacji, bez pracy i perspektyw na lepsze jutro.  Mimo że nie mieli środków na życie, na ścianach ich domów wisiały portrety Putina. Wszyscy zgodnie uważali, że to najlepszy i największy przywódca na świecie. Argumentem, który miał uzasadnić to twierdzenie, były powtarzane jednym głosem słowa, że Putin odbudowuje wielką Rosję i chroni ich od wojny. Ich zgodność była podejrzana, Bojke wysnuwa teorię, że powtarzali propagandę, którą każdego dnia słyszą w telewizji.

Władimir Putin. Wywiad, którego nie było

Fot. Łukasz Stańczyk

Dla kogo jest ta książka?

Władimir Putin. Wywiad, którego nie było to książka dla tych, którzy interesują się bieżącą polityką i chcą dowiedzieć się czegoś więcej na temat Rosji Putina. Ale to również pozycja dla wszystkich zainteresowanych tym krajem. Bojke pokazuje, jak zróżnicowana kulturowo jest Rosja. Opowieści o jej wyjazdach w odległe zakątki byłego imperium, mimo że są tylko dygresjami, są bardzo interesujące.

Władimir Putin. Wywiad, którego nie było
Wydawnictwo PWN, 2017

Czytaj także:

  • Wydaje mi się, że propaganda to jedno, ale z czasem Ci ludzi zaczynają po prostu w to wierzyć. Inna sprawa, że jest jeszcze ta niesławna rosyjska dusza, której nikt odczarować nie potrafi. Choć w przypadku tej drugiej mam przypuszczenie, że to może być spore uproszczenie i wyświechtany frazes. Chętnie bym sięgnął, ale chyba raczej ze względu na fragmenty o „zwykłej” Rosji, a nie polityce.