15 reportaży o polskiej wsi i prowincji. Musisz je poznać!

Reportaże o polskiej wsi
Fot. Katarzyna Stańczyk

Polska prowincja to wdzięczny temat. Wciąż pełna tajemnic, obrządków, konwenansów. Nierzadko też tło dla tragicznych bądź na pierwszy rzut oka dziwnych wydarzeń. Przygotowałam dla was zestawienie najlepszych reportaży o polskiej wsi i prowincji, które warto przeczytać.

Cechą wspólną wszystkich opisanych poniżej reportaży jest pochylenie się nad zwykłym, strapionym, cierpiącym człowiekiem. Powiecie, że nie ma w tym niczego niezwykłego, bo każdy reporter pochyla się nad bohaterem. Ale nie każdy dociera tam, gdzie zawracają wrony. Opisani niżej reporterzy opisują mieszkańców polskiej prowincji takimi, jakimi są: zabobonni, pozostawieni samym sobie, pozbawieni złudzeń i wiary w to, że czeka ich lepszy los. Powolni, często przegrani, nie próbujący już niczego zmienić. Ile w Polsce jest takich wiosek? Zbyt wiele. Z poniższego zestawienia reportaży wyłania się smutny obraz zacofanej polskiej wsi. Przeczytajcie je.

Marcin Kącki, Białystok. Biała siła, czarna pamięć

Pierwsza z wymienionych książek to wstrząsający obraz Białegostoku, miasta, które każdego dnia musi mierzyć się z trudną przeszłością w i którym ksenofobia, rasizm i nacjonalizm mają się świetnie. Kącki opisuje Białystok, którym rządzą kibole i młodzieżowe neofaszystowskie bojówki i w którym mieszkają ultraprawicowcy, ultrakatolicy. Książka jest mocna, brutalna, skłania do myślenia. Recenzję znajdziecie tutaj.

Marcin Kącki, Plaża za szafąPlaża za szafą

Plaża za szafą to z kolei zbiór reportaży poświęconych Polsce B, której rzadko poświęca się uwagę. Przeczytamy w nim historię kobiety, która stała na czele lokalnego gangu i mężczyzny, który pracował jako ratownik medyczny i zabił własną żonę. Poznamy chłopców, którzy ukradli z kościoła hostię i ją zjedli, za co zostali ekskomunikowani i historię chorej psychicznie stomatolog leczącej dzieci. Recenzję znajdziecie tutaj.

Marcin Kołodziejczyk, Bardzo martwy sezon. Reportaże naoczne

Genialny zbiór reportaży z miejsc, w których wydarzeniem jest przyjazd obwoźnego sklepu. Marcin Kołodziejczyk podróżuje po Polsce, odwiedzając różne wioski. Jedne poradziły sobie z transformacją i znalazły na siebie pomysł (choćby wieś Hobbitowo), inne wegetują, powoli obumierając. Reporter zagląda do podmiejskich pociągów, którymi robotnicy codziennie bladym świtem dojeżdżają do pracy, do hoteli pielęgniarskich, w których pracownice szpitali żyją w odosobnieniu. Portret polskiej prowincji, jaką szkicuje Kołodziejczyk, jest przykry. Czytajcie, zdziwicie się, jak wiele obserwacji Kołodziejczyka doskonale znacie! Recenzję znajdziecie tutaj.

Cezary Łazarewicz, Tu mówi Polska. Reportaże z Pomorza

Zbiór reportaży Cezarego Łazarewicza to zapis problemów, z jakimi mierzyło się Pomorze po transformacji ustrojowej. Biedę, bezrobocie, upadłe PGR-y, kuroniówki opisywali również inni reporterzy. Łazarewicz dorzuca do tego protesty rolników, konflikty kibiców z policją, historie małomiasteczkowych księży, dyrektorów szkół, policjantów, komorników czy strażaków, którzy zamiast gasić pożary, to je wywoływali. Zapis problemów, z jakimi mierzy się Polska B, oddalona od centralnych miast Polski. Dobrze się czyta.

Wiesław Łuka, Nie oświadczam się

Znakomity reportaż, który powinien przeczytać każdy, kto chce zaznajomić się z warsztatem reportera. Wiesław Łuka opowiada historię brutalnego zabójstwa, jakiego dokonała społeczność wiejska w Zrębinie na trzech osobach. Był to odwet za kradzież wędliny weselnej. I choć było trzydziestu dwóch świadków zbrodni, śledztwo trwało półtora roku. Bo jedna osoba była w stanie zastraszyć całą wieś, bo zabobony i przesądy były ważniejsze od prawdy i sprawiedliwości. Łuka drobiazgowo zbierał materiał do tej książki, rozmawiał z mieszkańcami, z katami, rodziną ofiar, chodził na wszystkie procesy. W efekcie dostajemy wstrząsający reportaż wymierzony przeciwko zacofanemu społeczeństwu wiejskiemu, dla którego pęto kiełbasy jest ważniejsze od ludzkiego życia. Recenzję znajdziecie tutaj.

Irena Morawska, Było piekło, teraz będzie niebo

Zbiór reportaży Ireny Morawskiej mocno wstrząsa czytelnikiem. Obraz wsi, jaki wyłania się ze zbioru Morawskiej, może nas przerazić. 20-30-latkowie pracujący na czarno lub wegetujący na rentach i zasiłkach. Pozbawieni jakiejkolwiek szansy na dobrą pracę, normalną przyszłość. Zabobonni, zniewoleni konwenansami i myśleniem „co ludzie powiedzą”. Morawska pokazuje ludzi, którzy potrafią nie czerpać radości z tego, że ich dom ocalał z trąby powietrznej, tylko martwić się, że sąsiedzi posądzą ich o konszachty z Diabłem. Czytajcie! Zwłaszcza że wszystkie te książki to perełki, napisane we wspaniałym reporterskim stylu. Recenzję znajdziecie tutaj.

Andrzej Mularczyk, Co się komu śni i inne historie

Nikt nie pisał tak jak Mularczyk. Jego teksty wciąż są przejmujące, mimo że od ich powstania minęły lata. W zbiorze Co się komu śni i inne historie znajdziemy piękne historie złożonych ludzkich losów. Powojenne, poszarpane polskie życiorysy ujęte w słowach Mularczyka nabierają delikatniejszego wyrazu. Autor pisze o żołnierzach usiłujących po latach dotrzeć do wszystkich swoich towarzyszy i nagrodzić ich za odwagę w jednej bitwie. Opowiada historię kobiety z małej wioski, która tak bardzo uwierzyła partii, że służbie jej poświęciła całe swoje życie – dopóki się nie zorientowała, że już jej nic nie zostało z tego życia („Każdy rodzi się boso”). Nie da się streścić Mularczyka. Trzeba go czytać. Niesłychany słuch językowy, niezwykły talent. I piękne historie. Recenzję znajdziecie tutaj.

Obrażenia. Pobici z Polską

Ciekawy zbiór tekstów, pokazujących nasze różne oblicza. Lęk przed tym, co obce, zamknięcie, łatwość do obrażania się – to nie są sympatyczne diagnozy. Ale tacy przeważnie jesteśmy. Boimy się zmian, nie chcemy ich, wolimy tkwić w tym, co nam dobrze znane, choćby nas to uwierało. W zbiorze reportaży znajdziemy teksty o przemocy domowej, o szkole w małej miejscowości, w której uczą się uchodźcy; o ośrodku dla uchodźców zlokalizowanym w innej i o tym, jakie on wywołuje reakcje u mieszkańców;  o transseksualiście, mieszkającym na wsi i próbującym sobie jakoś poradzić ze swoją odmiennością. Recenzję znajdziecie tutaj.

Cudowna Piotr NesterowiczPiotr Nesterowicz, Cudowna

Historia objawienia, do którego doszło w  1965 roku w Zabłudowie. 14-letniej dziewczynce, która zrywała na łące szczaw, ukazała się Matka Boska. Wiadomości szybko się rozeszły, dziewczynkę zaczęto traktować jak żywą świętą, na łąkę ściągnęły tysiące wiernych. Reporter opisuje nie tylko tę niesamowitą historię, ale również wnikliwie analizuje polską prowincję: zacofaną, zabobonną, żyjącą w odizolowanych, zamkniętych społecznościach. Wstrząsające, zwłaszcza że po 60 latach niewiele się zmieniło.

Włodzimierz Nowak, Obwód głowy

Obwód głowy to książka o polsko-niemieckim pograniczu. Poza wstrząsającymi historiami o Polakach, Niemcach i ich losach w czasie II wojny światowej, reporter pisze o współczesnych problemach mieszkańców tych terenów. Przeczytamy historie ludzi, którzy zarabiają na życie, przemycając ludzi ze Wschodu do Niemiec. Dowiemy się, dlaczego Niemcy nie lubią pracowników fabryki Opla w Gliwicach i jakie perspektywy ma polska młodzież, studiująca na uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie. Dobry kawał literatury! Recenzję znajdziecie tutaj.

Włodzimierz Nowak, Serce narodu koło przystanku

Kultowy już zbiór reportaży Włodzimierza Nowaka. Podobnie jak Wojciech Tochman, Nowak wyrusza do zapomnianych miasteczek, by pochylić się nad losem ich mieszkańców. To, co opisuje, jest przygnębiające. Polska prowincja, zwłaszcza ta oddalona od dużych ośrodków miejskich, to najczęściej miejscowości bez pracy, perspektyw, energii witalnej. Pod tym względem nic się nie zmienia, mimo że nasz komfort życia z roku na rok się poprawia. Reportaże Włodzimierza Nowaka powstawały w latach 1998-2009, autor opisuje w nich najpoważniejsze problemy tamtego okresu: wejście do Unii Europejskiej, bezrobocie na wsiach, upadające PGR-y. Warto przeczytać.

Michał Olszewski, Najlepsze buty na świecie

W tym miejscu warto wymienić książkę kolejnego laureata Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego pt. Najlepsze buty na świecie. Olszewski opowiada historie, w które ciężko uwierzyć, choć wydarzyły się naprawdę. O księżach traktowanych na wsiach jakby byli Bogiem. O kobietach, które uwolniły się od maltretujących je mężów i próbują jakoś poskładać się do kupy w ośrodku samotnej matki. O więźniarkach, które odsiadują wyroki za morderstwa, a w więzieniu opiekują się niepełnosprawnymi dziećmi. Nieoczywiste historie, chropowate, zmuszające do myślenia. I bardzo dobre pióro. Czytajcie! Wywiad z autorem znajdziecie tutaj.

Lidia Ostałowska, Bolało jeszcze bardziej

Bolało jeszcze bardziej to znakomity zbiór reportaży Lidii Ostałowskiej. Reporterka opowiada nam historię tych, których poza nią nikt nie chciał słuchać. Kogo? Młodzieży, spędzającej czas na wystawaniu przed blokiem, piciu piwa i słuchaniu hip-hopu. Bezrobotnych. Par, które zaangażowały się w kazirodcze związki i z tych związków narodziły się dzieci. Pary, która nie radziła sobie z antykoncepcją, zabijała więc kolejne noworodki. Te opowieści przerażają.

Paweł Piotr Reszka, Diabeł i tabliczka czekoladyPaweł Reszka, Diabeł i tabliczka czekolady

Kolejna znakomita książka, nagrodzona zresztą Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego. Reszka opisuje biedne wsie województwa lubelskiego. Wybiera jednak zjawiska uniwersalne, które występują również w innych wschodnich województwach. Reporter pokazuje rzeczy, które mogą wstrząsnąć. Dla wielu Polaków podstawowa rzecz – łazienka z bieżącą wodą – to wciąż nieosiągalny luksus. Reszka opisuje dzieci, wstydzące się z tego powodu chodzić do szkoły i zapraszać do siebie kolegów. Opowiada o ludziach, którzy są wytykani palcami przez to, że zgodzili się oddać organy zmarłego dziecka. Warto sięgnąć po te teksty, by na chwilę zwolnić, rozejrzeć się wokół siebie i zrozumieć z jakimi problemami żyją ludzie. Recenzję znajdziecie tutaj.

Wojciech Tochman, Bóg zapłać

Reportaże Tochmana to panorama ludzkich losów. Bohaterami reportaży są zwykli ludzie, którym jednak życie zgotowało trudny bądź niezwykły los. Dzieci z maleńkiej wioski, które opieka społeczna próbowała odebrać rodzicom, a które nie chcąc się rozdzielać, próbowały same o siebie zadbać; człowiek, który stracił pamięć i nie znał swojej przeszłości; dziewczynka, która nigdy nie wróciła ze szkolnej dyskoteki. Prowincja, którą ukazuje Tochman, jest pełna problemów, chorób, cierpienia. To prowincja, dla której nie ma miejsca na szklanym ekranie i pierwszych stronach gazet. Nikt się nią nie interesuje, dopóki nie wydarzy się jakaś tragedia.

Polecicie coś jeszcze? 🙂

Czytaj także:

  • Czytałam Ostałowską, Tochmaana i poprzednią książkę Kołodziejczyka na ten sam temat. Ogólnie bardzo lubię takie wiejsko-prowincjonalno-folklorystyczne klimaty. Ale Twój post uświadomił mi jedną rzecz, a mianowicie, że pisanie takich reportaży jednak ma swoje minusy. Ktoś może pomyśleć, że zawarty w takiej książce oraz jest pełny, a to przecież tylko wycinek i to wycinek najpikantniejszy, czyli przepełniony biedą i patologią. Faktem jest, że sytuacja ekonomiczna w Polsce B nie jest najlepsza. W mojej rodzinnej miejscowości rzeczywiście praca za najniższą krajową to luksus, a wiele osób robi na czarno za kilkaset złotych (zasiłek to też luksus, żeby go dostać trzeba przepracować określony czas na umowę o pracę). Ale to nie oznacza z miejsca, że wszyscy ludzie są tam głupi czy gorsi. Na prowincji znajdziesz cały przekrój społeczny, zupełnie jak w miastach. Spotkasz ludzi, którzy nie wiedzą, gdzie jest Grecja, ale też takich, którzy do poduszki czytają „Czarodziejską górę”. Wcale nie słyszałam więcej niemądrych stwierdzeń na wsi niż w warszawskiej korporacji. Drugą kwestią jest to, że nie przepadam za posługiwaniem się terminami zaścianek czy zabobon, bo mam wrażenie, że osoba, która to robi, rości sobie prawo do posiadania jedynej słusznej prawdy o tym świecie.

    • Wokółfaktu.pl

      Masz rację. Miejsce zamieszkania niczego nie definiuje i o niczym nie świadczy. Można być warszawiakiem i nie mieć żadnych zainteresowań ani aspiracji. Ja bym wręcz powiedziała, że ludzie z mniejszych miejscowości mają większą chęć rozwoju, bo bardzo chcą do czegoś dojść w życiu i wyrwać się z domu. Czytając całe zestawienie, faktycznie można odnieść wrażenie, że Polska B to Polska zacofana. Ale myślę, że każdy rozumie, że to jest cecha reportażu – pisanie o tym, co porusza. Niestety, najczęściej emocje wywołują tragedie, dlatego to one zwykle są tematami reportaży. Choć i to się zmienia (choćby Springer) 🙂

      I druga rzecz – jestem warszawianką, ale tak jak większość Polaków, mam korzenie na wsi. Spędzałam tam dużo czasu i wiem, że przesądy i zabobony (które tak cię rażą 😉 są tam wciąż żywe. Moim zdaniem to wyłącznie lokalny koloryt, dziś traktowany już jako ciekawostka, bo przecież młodzi żyją zupełnie inaczej. Właśnie dlatego trzeba o tym pisać. Poza tym to bardzo interesujące, mnie osobiście to fascynuje 🙂

      Dzięki za komentarz!

  • Do tej listy na pewno dopisałabym jeszcze „Busz po polsku” Ryszarda Kapuścińskiego, który mnie osobiście podobał się dużo bardziej niż „Cesarz” 🙂

    Uświadomiłam sobie boleśnie, że większość książek przez Ciebie polecanych posiadam, a mimo to po żadną z nich nie sięgnęłam podróżując reportażowo po odleglejszych zakątkach naszego globu (chociaż odwiedziny Ameryki Łacińskiej mając za przewodnika Artura Domosławskiego są fascynujące), zaś tę polską prowincję omijając. Muszę nadrobić.